poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"Dance & Sing & Love. Miłosny układ" - Layla Wheldon [recenzja]




" - (...) Warto ryzykować. Na tym właśnie polega życie. 
Na ciągłym ryzykowaniu i graniu va banque. O wszystko. 
Nie zamykaj swojego serca, ponieważ zostało zranione i złamane. 
Może ktoś w przyszłości wejdzie z butami do twojego życia z taśmą klejącą zrobioną z miłości 
i wszystko poskleja w całość."


Gdy ujrzałam "Dance & Sing & Love" w zapowiedziach, wiedziałam, że z pewnością po nią sięgnę. Kondensacja tańca, muzyki, sceny, pasji oraz miłości zapowiadała piękną, fascynującą, emocjonującą i zarazem przyjemną opowieść. Nie ukrywam, że wobec owej książki miałam ogromne oczekiwania, pomimo iż jest ona debiutem pisarskim autorki. Nastawiłam się naprawdę na wyjątkową i doskonałą lekturę, tym bardziej, że zgodnie z opisem fabularnym skupiała się też na muzyce, która jest moją miłością, najważniejszą pasją, poniekąd moim tlenem, dzięki niej w dużym stopniu ładuję codziennie akumulatory. Ściślej mówiąc, nie wyobrażam sobie bez niej życia. Czy zatem historia ukazana w powieści mnie ujęła i pobudziła zmysły? Czy wobec tego zostałam czytelniczo i emocjonalnie zaspokojona? Zapraszam na recenzję.

piątek, 18 sierpnia 2017

"Na linii świata" - Manuela Gretkowska [recenzja]




"(...) Życie nie jest katastrofą, ciągle nie spadamy.
Są lepsze dni wzlotów."


Pewnego dnia otrzymałam od wydawnictwa propozycję wzięcia udziału w specyficznym projekcie. Zapewniono mnie, że jeszcze w czymś takim nie brałam udziału, co okazało się prawdą. Myślałam wówczas "świetna sprawa". Istotą wspomnianej idei było przesłanie do mnie książki, bez wskazania autora/autorki, tytułu, a nawet ujawnienia choćby nutki fabuły. Pomyślałam, czemu nie? Coś innego, tajemniczego, intrygującego i budzącego swego rodzaju ekscytację. Zgodziłam się.  I cóż... Z perspektywy czasu wiem, że nigdy nie podejmę się czytania i recenzowania książki, o której wcześniej nie zaznam jakichkolwiek informacji. Dlaczego? Zapraszam na moją wyjątkowo krótką opinię (bo recenzją tegoż tekstu nazwać nie mogę) o powieści, którą przerwałam w połowie.

środa, 16 sierpnia 2017

"Sięgając chmur" - Bonnie Leon [recenzja]




"(...) Życie Kate zmieniło się bezpowrotnie.
Było jej pisane zostać pilotką w dzikich ostępach.
I Alaskijką."


Dlaczego sięgnęłam po książkę "Sięgając chmur"? A no między innymi dlatego, że zaintrygowała mnie postać młodej i zdeterminowanej kobiety za sterami samolotu, która postanowiła wyruszyć na Alaskę i spełnić swe marzenia o lataniu, zaznać przygody i być może odnaleźć wewnętrzny spokój oraz szczęście. Nie ukrywam, że boję się podróżować samolotem, a na samą myśl o pilotowaniu takowego ściska mnie w żołądku. Ogromnie zatem nurtowało mnie, co sprawiło, że bohaterka wybrała taką a nie inną profesję i co nią zwyczajnie kierowało. Zapragnęłam po prostu poznać jej historię. A ponadto, nigdy dotąd nie słyszałam ani  o autorce, ani tym bardziej o napisanych przez nią powieściach, dlatego też postanowiłam zdecydować się na moją pierwszą "randkę" z jej piórem. Czy owe spotkanie wypadło pomyślnie? Zapraszam na recenzję.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

"Ubuntu" - Heather Ellis [recenzja]




"Prawdziwa Afryka. To coś nieuchwytnego, co przyciągnęło wielu podróżników.
Choć ja też przybyłam tu, szukając przygód, moja wyprawa ewoluowała, 
przekształciła się w tropienie trudnego do zdefiniowania, głębszego sensu, 
który powoli zaczynałam odkrywać."


Odkąd pamiętam, marzyłam o  wyprawie do dzikiej, tajemniczej, nieobliczalnej, ale jakże bogatej krajobrazowo i zróżnicowanej etnicznie oraz kulturowo Afryki. Sięgałam po rozmaitą literaturę, zarówno podróżniczą, jak i obyczajową, w celu nabycia szerszej wiedzy na temat tegoż kontynentu (informacje nabyte w okresie edukacji nie były dla mnie wystarczające), jego państw, poszczególnych regionów, plemion, panujących tam obyczajów, zwyczajów, tradycji, walorów krajoznawczych, turystycznych, przyrodniczych czy kulturowych. Przede wszystkim intrygowały mnie też historie ludzi, którzy udali się w niezapomnianą podróż do Afryki, z której albo wrócili bogatsi nie tyle o zaczerpniętą tam wiedzę, co prawdę o sobie, albo zwyczajnie tam pozostali i się osiedlili, gdyż obdarzyli ów kraj od pierwszego spojrzenia ogromną miłością, wiele tam przeżyli, doświadczyli, wynieśli nauki, poznali mnóstwo miejscowych, jak i innych miłośników i pasjonatów wojaży. Od dawna ciągnie mnie do Afryki. Prawdę mówiąc, nie potrafię określić jednoznacznie, co jest tym magnesem. Inność, ciekawość, chęć poznania, ujrzenia, zasmakowania i porównania, a może dzikość, fascynacja, adrenalina, dreszczyk emocji. Trudno powiedzieć. Może kiedyś zaspokoję swoje pragnienie i spełnię marzenie. Jedno wiem na pewno, udam się na tę wyprawę otoczona grupą ludzi. Nigdy nie samotnie i nigdy nie na motocyklu (choćbym umiała się na nim poruszać). Heather Ellis to uczyniła. Wybrała się w samotną motocyklową podróż po Afryce, a swą niezwykłą odyseję szczegółowo opisała w książce "Ubuntu". Zapraszam na recenzję.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Przedpremierowo: "Nić Ariadny" - Lidia Tasarz [recenzja patronacka]




"(...) Co się dzieje? O co tu do cholery chodzi?
Zdążyłam już zauważyć, że za oknem był jasny, słoneczny dzień, ale nie miałam pojęcia, 
która jest godzina ani jaki mamy dzień. 
I w tym momencie dotarło do mnie, że tak naprawdę nic nie wiedziałam. Dosłownie NIC.
(...) Nic. Biała plama w pamięci. 
Tak, jedyne, co docierało do mej świadomości, to tylko ta biała plama w mojej głowie."


Zamknij oczy. Oddychaj spokojnie. Wyobraź sobie, że pewnego dnia budzisz się w nieznanym ci pomieszczeniu. Spoglądasz dookoła, widzisz białe ściany, błękitne niebo za oknem. Leżysz na obcym tobie łóżku, podpięta/-y do wydającej jednostajne dźwięki aparatury, kroplówek wypełnionych przezroczystym wolno spływającym płynem. Nic cię nie boli. Czujesz się w miarę dobrze. Ale doskwiera ci to uczucie niepewności i niewiedzy. Kim jesteś? Jak się nazywasz? Gdzie mieszkasz? Gdzie jesteś i dlaczego akurat w tym miejscu? Co się wydarzyło? Dlaczego kompletnie nic nie pamiętasz, nawet swej twarzy? Czy ludzie, którzy pojawiają się w pokoju są tymi, za których się podają? Czy można im ufać? Kto jest dla ciebie wrogiem, a kto przyjacielem? O co w tym wszystkim chodzi? Czy odzyskasz swoje życie? 

czwartek, 3 sierpnia 2017

"Kręta droga do nieba" - Bożena Gałczyńska-Szurek [recenzja]




"(...) Wokół tragicznego zdarzenia narosła atmosfera tajemniczości. 
Płacząca ikona nie była już jedyną tajemnicą cerkwi na skalistym urwisku."


"Kręta droga do nieba" jest moim czwartym już spotkaniem z twórczością Bożeny Gałczyńskiej-Szurek. Każde dotychczasowe stanowiło refleksyjną, absorbującą, przesiąkniętą wiedzą, frapującą, pełną emocji, owianą mnóstwem tajemnic, krótko mówiąc, wyśmienitą podróż z pięknym, a zarazem lekkim piórem autorki. Każda dotąd poznana przeze mnie powieść pisarki okazała się przyjemną, a przede wszystkim niezapomnianą ucztą literacką. Czy tym razem było podobnie? Czy "Kręta droga do nieba" wydana kilka lat wcześniej pod tytułem "Tajemnice greckiej Madonny" również zaspokoiła moje oczekiwania? Zapraszam na recenzję.

wtorek, 1 sierpnia 2017

"Cierpkie winogrona" - Bożena Gałczyńska-Szurek [recenzja]




"Ależ byłam naiwna, wyrzucała sobie w myślach. 
To znana prawda, że nie ma dobrego małżeństwa bez wzajemnego zaufania, 
jednak w istotnych kwestiach życiowych zaufanie do męża powinno być ograniczone, rozmyślała. 
Czuła się coraz bardziej oszukana, zawstydzona i upokorzona. (...) Połykała gorzkie łzy."


"Cierpkie winogrona" to moje trzecie, ale z pewnością nie ostatnie spotkanie z twórczością autorki. Po każdą kolejną jej powieść sięgam nie tyle z przyjemnością i swego rodzaju podekscytowaniem, ale przede wszystkim z ogromną dozą niepokoju i ciekawości tego, co też pisarka znów wymyśliła i jaką historią mnie uraczy, a nawet zauroczy. Dotychczas każda stworzona przez Bożenę Gałczyńską-Szurek opowieść, zawiła i owiana mnóstwem tajemnic, zaskakiwała, trzymała w napięciu, angażowała, wyzwalała poczucie niepewności, pobudzała wyobraźnię, zachęcała do myślenia i wyłuskiwania ukrytych faktów oraz sprawiała, że z wielką chęcią się ją chłonęło i w nią zagłębiało. Czy w przypadku "Cierpkich winogron" było podobnie? Zapraszam na recenzję.