środa, 14 czerwca 2017

"Zjednoczone Siły Królestwa Utopii" - Dariusz Orszulewski




"(...) Zachciało mi się normalności.
Anglię pamiętałem z gazet wczesnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Czytałem o koledżach i uniwerkach, o studentkach i równo przystrzyżonych, 
zielonych trawnikach na kampusach tych uczelni, o wielkich bibliotekach.
Nie miało dla mnie znaczenia, czy artykuł dotyczył Australii, Stanów Zjednoczonych 
czy Francji - dla mnie i tak był zawsze opowieścią o Anglii.
W Anglii było jak wszędzie indziej za granicą i jak nigdzie indziej na świecie."


Przyznaję, że nie słyszałam o książce "Zjednoczone Siły Królestwa Utopii" przed otrzymaniem propozycji jej zrecenzowania. I prawdę mówiąc, po ujrzeniu tytułu owej powieści, poniekąd się przestraszyłam. Skojarzył mi się z literaturą historyczną czy też poruszającą poważne zagadnienia i wymagającą maksymalnego skupienia, a na takową nie miałam wówczas ochoty. Lecz gdy tylko bliżej zapoznałam się z opisem owej pozycji, poczułam się zaintrygowana i postanowiłam dać jej szansę. To moje trzecie spotkanie - w niedługim czasie - z powieścią podejmującą tematykę dotyczącą  emigracji. Czasami lubię sięgać po tego typu publikacje. Nie tylko bowiem mogę z nich zaczerpnąć mnóstwo interesujących informacji, pozyskać wiele ciekawostek o danym kraju, jego kulturze i mentalności społeczeństwa, ale przede wszystkim poznać historie wielu ludzi, powody i cele, dla których zdecydowali się wyemigrować, problemy, jakich doświadczali w związku z wyjazdem, ich porażki i sukcesy, mierzenie się z rzeczywistością, ale również uczucia, jakie towarzyszyły im od momentu opuszczenia granic ojczystego kraju oraz w trakcie pobytu w miejscu, do którego się udali. Czas spędzany z lekturą takowych książek był bez wątpienia udany i w pełni wykorzystany. Czy mogę podobnie rzec o prozie Dariusza Orszulewskiego? Zapraszam na recenzję.

Dariusz Orszulewski (1973) - debiutował książką Ssaki się leczą (2003). Opublikował również Schab od Armaniego (2005), Ostatni tramwaj dla śpiących za miastem (2010) i Jezus nigdy nie był aż tak blady (2013). Identyfikuje się z poetyką literatury. Mieszka w Anglii. (źródło: okładka książki "Zjednoczone Siły Królestwa Utopii")

Bohater powieści o cudzoziemskim (jak sam twierdzi) nazwisku Dul, mieszka ze znajomymi w wynajętym mieszkaniu na Żoliborzu. Pewnego dnia jego partnerka Ola oznajmia mu, iż wyjeżdża do Londynu, gdzie koleżanka załatwiła jej pracę. Mężczyzna nie jest zadowolony, ale wie, że ze stanowczością i upartością dziewczyny nie wygra. Ona opuszcza kraj, a on zastanawia się nad swoim dalszym życiem oraz analizuje swój ewentualny wyjazd za nią. Dochodzi do pewnych wniosków. Trzydzieści lat na karku, żadnych ciekawych planów i perspektyw na przyszłość, ani lepszego wykształcenia, ani większego doświadczenia i co najważniejsze - brak znajomości języka obcego. Ponadto nigdy nie wystawił nosa poza granice Warszawy, a co dopiero kraju. Z drugiej strony, nic go przecież za bardzo nie trzyma w stolicy. Decyduje się zatem podążyć za kobietą. Wysyła jej wiadomość, ale kobieta nie odpowiada. Dul postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Znajduje stosowny koledż w Anglii, zapisuje się na kurs języka angielskiego i kwateruje w tamtejszym akademiku. Czyni również starania w poszukiwaniu pracy i tym samym zapewnienia sobie lepszego bytu... Tylko czy uda mu się odnaleźć w obcym kraju, bez wystarczającej znajomości języka, zwyczajów oraz podstawowych zasad tam panujących?

"Zjednoczone Siły Królestwa Utopii" to opowieść młodego, zagubionego, pozbawionego pewności siebie i samotnego człowieka, który od zawsze marzył o Anglii, zobaczeniu i zwiedzeniu wszystkich miejsc znanych mu dotąd tylko z czasopism i książek. Zachwycał się ukazywanymi w nich fotografiami najciekawszych zabytków, ulic, stadionów, a nawet centr handlowych. I wreszcie jego marzenie się spełniło, kiedy przekroczył granicę kraju, który tak bardzo pragnął ujrzeć. Jednak jego wyobrażenie o tym cudownym i pełnym perspektyw na lepsze i szczęśliwsze życie miejscu stało się w pewnym stopniu zakłamane i nieprawdziwe. To, co wydawało mu się tak piękne i kolorowe, stało się zwyczajne, normalne, nie do końca fascynujące i niepozbawione trudności i przeszkód, z jakimi było mu dane mierzyć się od samego początku jego pobytu. Bariera językowa, przejazd metrem między poszczególnymi stacjami, poszukiwania odpowiedniej pracy, a z czasem i mieszkania, znalezienie taniego sklepu/marketu spożywczego, założenie konta w banku czy wizyta w przychodni okazały się nie lada wyczynem. Każdego dnia mierzył się z szarą codziennością, rzeczywistością, którą wcześniej idealizował. Przekonał się niejednokrotnie, że życie w Anglii może i jest wspaniałe, ale na pewno nie dla niego i wielu innych emigrantów pochodzących z różnych stron świata. Spotykał wielu rodaków, ale też ludzi z Brazylii, Sri Lanki czy Wybrzeża Kości Słoniowej. Z co poniektórymi znalazł dobry kontakt, nawet się zaprzyjaźnił, ale zawarte relacje z czasem zostały wystawione na próbę i nie wszystkie przetrwały. Przeprowadzał się, zmieniał miejsca pracy, stanowiska, zdobywał kolejne kwalifikacje i umiejętności, zarabiał, zwiedzał, odwiedzał najdroższe markowe galerie, prowadził rozmowy ze współlokatorami i współpracownikami (o sprawach przyziemnych, o życiu), organizował sobie czas wolny, umawiał się z poznanymi dziewczynami, skupiał się na zlecanych mu zadaniach, analizował, wyciągał wnioski, przystosowywał się do funkcjonowania w grupie, którą stanowiły osoby różnych narodowości, wyznań i kultur, a także do życia w nowym kraju, który go zaskakiwał, zadziwiał i pokazywał prawdziwe oblicze.

Dzięki zastosowaniu narracji pierwszoosobowej bardzo dokładnie poznajemy losy głównego bohatera, jego relacje z pobytu w upragnionej i wymarzonej Anglii, a także jego poczynania, przemyślenia, rodzące się problemy oraz uczucia i emocje doskwierające mu w wielu rozmaitych sytuacjach. Ponadto  obrazuje rzeczywistość, nie idealizuje, nie skupia się tylko na przedstawieniu samych superlatyw i zalet kraju, w którym przebywa. Mężczyzna pokazuje nam również portrety wielu innych postaci, które odegrały niewielkie bądź znaczące role w czasie jego pobytu na obczyźnie. Ujawnia  także ich dylematy i rozterki. Dla wszystkich emigrantów priorytetem oczywiście była praca, najlepiej łatwa i przyjemna, ale dobrze płatna. Wielu samotnie wyruszyło w świat w poszukiwaniu lepszych perspektyw, zapewnienia rodzinie godnych warunków bytu. Zarobionymi pieniędzmi dzielili się z najbliższymi, wysyłali im takowe, spłacali ich długi bądź nabywali najpotrzebniejsze rzeczy dla nich. Niektórzy przybyli do Anglii ze swoimi drugimi połówkami, sądząc, że to właśnie w tym miejscu ułożą sobie na nowo życie. Niestety dla części z nich wspólny wyjazd okazał się rozwiązaniem wzajemnych relacji, zakończeniem długoletnich związków, rozbiciem rodziny. Nie zawsze wykonywana praca pozwalała im na to, aby udać się na świąteczny urlop. Rzadko wyjeżdżali na święta do ojczystego kraju, zazwyczaj albo decydowali się na pełnienie dyżurów w firmie, by łatwiej przetrwać ten czas, albo spędzali go ze współlokatorami na stancji. Aczkolwiek nie mogli uniknąć wybiegania myślami do swego rodzinnego domu, a żeby takowe zagłuszyć, zajmowali się czymkolwiek, oglądali programy telewizyjne, zamykali się w swych pokojach i kładli spać. To właśnie w najważniejsze dni roku czuli się najbardziej samotni, opuszczeni, zrezygnowani, przygnębieni, nieszczęśliwi i przepełnieni ogromną tęsknotą nie tylko za bliskimi, ale również za Ojczyzną. W związku z tym w ich głowach wielokrotnie pojawiały się liczne zapytania, ale też refleksje. Czy decyzja o wyjeździe była rzeczywiście słuszna, konieczna i jedyna? Czy warto nadal tkwić w obcym kraju, gonić za pracą i pieniędzmi? Czy może czas wrócić do domu?

Cieszę się, że dane mi było zaznajomić się z ową publikacją. Z wielką przyjemnością oddałam się jej lekturze. Mile spędziłam czas w towarzystwie tejże książki, która chwilami wywoływała uśmiech na mej twarzy, a innym razem malowała na niej smutek. Jednocześnie nieustannie skłaniała do głębszych refleksji, pozwalała na momenty zadumy i analiz. Dzięki tej publikacji przeniosłam się na chwilę do kilku interesujących miejscowości (m.in.: Harrogate, Knaresborough), dzielnic i wspomnianych miejsc, których klimat zdecydowanie mi się udzielił. Szczerze mówiąc, jestem pozytywnie zaskoczona tą pozycją. Czyta się ją lekko, sprawnie i przyjemnie. Bogata jest w dialogi. Napisana została prostym i przystępnym, niekiedy potocznym i zawierającym makaronizmy językiem, raz po raz z lekkim zabarwieniem anegdotycznym. To niewątpliwie stanowi jej atut.

Podsumowując, "Zjednoczone Siły Królestwa Utopii" to z pewnością ciekawa, warta uwagi powieść emigracyjna. Traktuje ona bowiem nie tylko o emigracji stanowiącej niezwykle ważny i jakże aktualny temat, jej aspektach, ale również o miłości, przyjaźni, przełamywaniu barier, pokonywaniu trudności, radzeniu sobie z samotnością, odzyskiwaniu pewności siebie, spełnianiu marzeń, relacjach międzyludzkich oraz dokonywaniu wyborów ważących na dalszym życiu. Serdecznie polecam i zachęcam do lektury.


Cytaty:

"Wszystko, co umiałem robić, to wyobrażać sobie,
a wszystko, co potrafiłem sobie wyobrazić, oznaczało normalność.
Dookoła było nieprzyjaźnie i nieprzejrzyście.
Rzeczywistość była trudna do posegregowania i ułożenia w jakikolwiek sensowny sposób."


"Anglia od dziecka była moją mekką.
Chciałem ją nie tylko zjeździć, zwiedzić, ile stać się tubylcem.
Turysta zwykle podziwia, a potem latami pielęgnuje wspomnienia.
Ja pragnąłem stać się elementem krajobrazu.
To ja chciałem być dla nich atrakcją turystyczną.
Zamieszkać w Liverpoolu czy w Yorku i znaleźć się po drugiej stronie.
Nie chciałem egzotycznych funtów wymienionych w kantorze na wakacje, 
tylko codziennego pieniądza, którym mógłbym płacić tutejszemu rzeźnikowi, 
tutejszym gazeciarzom, w tutejszych kawiarniach, za tutejsze mleko i bilety na mecze. 
Boisk piłkarskich zazdrości im cała Europa.
Nam zazdrości."


"(...)  - Wszystko jest możliwe. Jesteśmy w Londynie. To jak Nowy Jork Europy."


"W tym królestwie iluzja była na wyciągnięcie ręki, ale jej namacalność była utopią."



Tytuł: "Zjednoczone Siły Królestwa Utopii"
Autor: Dariusz Orszulewski
Wydawnictwo: Korporacja Ha!art
Data wydania: 2016
Oprawa: miękka
Ilość stron: 288
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Korporacji Ha!art.

Książka bierze udział w wyzwaniu:

12 komentarzy:

  1. Fajnie, że ta książka wywołała w Tobie wiele przeróżnych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zainteresowana tą książką. Nie czytałam dotąd zbyt wielu książek o emigracji i emigrantach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcie ładne, ale czy czuję się zachęcony do przeczytania tej książki? Raczej nie. Z tym, że nie wynika to z Twojego tekstu, a po prostu mojego uprzedzenia do autora :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz widzę tę książkę. Zawierająca makaronizmy? Interesujące 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie widziałam tej książki wcześniej ale temat wydaje się ciekawy. Może i sięgnę po tę pozycję.
    Zapraszam do siebie
    http://przystanekszczescia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem zachęcam. To pozycja, na którą warto zwrócić uwagę.
      Dziękuję, z chęcią zajrzę :)

      Usuń
  6. Znów powieść nie dla mnie. Chyba mam złą passę. :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Dawno nie czytałam książki o tej tematyce, zatem nadszedł czas, aby znów się nią zająć. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)