niedziela, 30 lipca 2017

"Wieczność bez ciebie" - Bożena Gałczyńska-Szurek [recenzja]




"(...) Żeby tylko złe sny się ludziom w życiu przytrafiały, byłoby dobrze."


Całkiem niedawno miałam przyjemność zaznajomić się z książką "Klasztor zapomnienia" stanowiącą moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, zresztą bardzo udane. Tym razem postanowiłam zapoznać się z historią ukazaną w powieści obyczajowo-sensacyjnej "Wieczność bez ciebie". Sięgnęłam po tę prozę zachęcona intrygującym opisem fabularnym sugerującym przyjemną, ale też interesującą lekturę. Wynikające z niego scalenie wątku miłosnego, rodzinnych animozji i sekretów, morderstwa, zagadki kryminalnej, tajemniczej przeszłości oraz uroków klimatycznego Zamościa i jego okolic, zapowiadało wrażenie znakomitego pomysłu (pytanie czy udało się go w pełni zrealizować?), tym samym wzbudzając moją ciekawość, ale również w pewnym sensie dając nutkę nadziei na wyśmienitą przygodę czytelniczą. Czy owa powieść Bożeny Gałczyńskiej-Szurek przypadła mi do gustu? Zapraszam na recenzję.

piątek, 28 lipca 2017

"Mała księgarnia samotnych serc" - Annie Darling [recenzja]




"(...) Bookends miał dla niej znaczenie. Należała do tego miejsca całym sercem.
 Było jej schronieniem. Miejscem radości.
I jeśli Bookends by zniknęła, została zrównana z ziemią,
gdyby ona i Sam nie mieszkali, nie śmiali się i nie kochali w tym samym miejscu, 
w którym robili to ich rodzice, wspomnienia o nich zbladłyby 
i ulotniły jak pył w czasie niszczenia budynków."


Książka "Mała księgarnia samotnych serc" ściągnęła moją uwagę interesującym połączeniem księgarni oraz miłości w tytule, a ten z kolei sugerował przyjemną i pasjonującą lekturę. Ponadto mój wzrok zatrzymał się na niej ze względu na żywą i barwną oprawę. W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Mianowicie po rozpakowaniu przesyłki od wydawnictwa, moja niespełna czteroletnia córka zainteresowała się ową powieścią, zapewne za sprawą właśnie uwzględnionej na okładce kolorystyki. Sądziła, że książka jest dla niej. Zarzuciła mnie pytaniami, a kiedy usłyszała, że to historia o księgarni, to prosiła, ażebym jej poczytała :) Cóż. Musiałam zatem jej wytłumaczyć, że to nie jest opowieść dla niej, niemniej często i tak po nią sięgała i czyni to nadal oraz nieustannie o nią wypytuje. "Mała księgarnia samotnych serc" stanowi debiut literacki Annie Darling. Jakie wrażenie na mnie wywarł? Czy moje pierwsze spotkanie z piórem autorki zaliczam do udanych? Zapraszam na recenzję.

środa, 26 lipca 2017

"Nadwiślańskie serca" - Katarzyna Archimowicz [recenzja]




" - Nie patrzcie, kochani, w życiu zbyt daleko, bo może się okazać, 
że to, co jest najważniejsze, macie cały czas tuż obok siebie.
Kiedy człowiek wyostrza wzrok, by dostrzec dal,
rozmazuje mu się obraz tego, co najbliżej.
A właśnie tam może być jego szczęście."
 

Książka "Nadwiślańskie serca" przyciągnęła moją uwagę jesienną paletą barw widniejących na okładce oraz tajemniczym i subtelnym tytułem, sugerującym przyjemne spotkanie czytelnicze. Magnesem na pewno była też nieznajomość, a tym samym ciekawość pióra Katarzyny Archimowicz, którego wcześniej nie udało mi się niestety poznać. Jak wypadła moja pierwsza "randka" z powieścią autorki? Zapraszam na recenzję.

sobota, 22 lipca 2017

"Śniadanie na skale" - Iwona Walczak [recenzja]




"Nie tak miało być? Rozczarował Cię? Złamał Ci serce?
Musisz coś przemyśleć? Potrzebujesz czasu? Zapraszam do "Raju"."


Na książkę "Śniadanie na skale" zdecydowałam się z trzech prostych powodów. Po pierwsze moją uwagę oczywiście przyciągnęła piękna, klimatyczna i ciepła okładka, uwzględniająca nie tylko bogactwo smaków, ale przede wszystkim wspaniałe widoki, które bez wątpienia w moim przypadku przywołały pewne wspomnienia sprzed paru lat. Po drugie niezwykle zaciekawił mnie nadany jej tytuł, zaintrygowało mnie, co się pod nim kryje i czy należy go rozumieć dosłownie, odnieść się z dystansem, czy też zwyczajnie wziąć jako przenośnię. A po trzecie, nie będę ukrywać, ogromnie zainteresował mnie opis jej fabuły, sugerujący scalenie losów kilku osób, którzy pewnego dnia podczas majowego pobytu w pensjonacie w Kletnie ulegają tajemniczemu wypadkowi. Musiałam poznać tę historię i dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodziło, co zaszło i kim byli ci wszyscy ludzie? Czy otrzymałam odpowiedzi na te pytania? Jakie wrażenie wywarła na mnie powieść Iwony Walczak stanowiąca moje pierwsze spotkanie z jej piórem? Zapraszam na recenzję.

czwartek, 20 lipca 2017

"Klasztor zapomnienia" - Bożena Gałczyńska-Szurek [recenzja]




"Wokoło rozchodził się słodki zapach pinii, a z nieba lał się żar. 
Przyroda była obojętna na tragedię, w której mimo woli uczestniczył."


"Klasztor zapomnienia" to powieść obyczajowo-sensacyjna wcześniej wydana pod tytułem "Monachos", która została poprawiona i zmieniona, a ponadto zyskała nową szatę graficzną. Moim zdaniem lepiej się prezentującą i budzącą ciekawość, a także przyciągającą uwagę. To moje pierwsze spotkanie z piórem Bożeny Gałczyńskiej-Szurek, o której twórczości nigdy przedtem nie słyszałam, ale już teraz z całą pewnością mogę przyznać, że było ono niezwykle udane. Bardzo mnie to cieszy, zwłaszcza, że na półce czekają kolejne książki autorki. Już niebawem zabiorę się za ich lekturę. Zapraszam na recenzję.

środa, 19 lipca 2017

Etui na książki - jeden z gadżetów książkoholika



Dziś chciałabym w kilku słowach przedstawić i być może  jednocześnie zachęcić Was do nabycia pewnego gadżetu niezbędnego dla bodajże każdego książkoholika. Mianowicie mam na myśli etui na książki :)

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Domek nad strumykiem" - Bożena Helena Mazur-Nowak [recenzja przedpremierowa]




"(...) Taki ładny mamy dzień. Wybiegam na bosaka do sadu. Oj, jak cudnie! 
Rozkładam ręce i tańczę. Świat jest piękny i tak ładnie pachnie."


Pewnie nikt mi nie uwierzy, ale decydując się na zrecenzowanie opowiastki "Domek nad strumykiem", nie byłam do końca świadoma gatunku, jakiemu jest przypisana. Jak to zwykle bywa, "rzuciłam" się na nią ze względu na okładkę oraz opis sugerujący przyjemną lekturę stanowiącą zapis wspomnień autorki z pewnych niezapomnianych wakacji, będących jednym z najważniejszych okresów jej życia. Szczerze mówiąc, sięgając po "Dom nad strumykiem", nie spodziewałam się, że ukazana w niej niepozorna i banalna wręcz historyjka okaże się dla mnie osobiście tą niezwykłą i poruszającą. Nie sądziłam, że owa książeczka kierowana do młodszych czytelników tak bardzo mnie wzruszy, wyzwoli ogrom emocji i przede wszystkim przywoła najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa... Zapraszam na recenzję.

sobota, 15 lipca 2017

"Dom samotnych" - Joanna Kruszewska [recenzja]




"(...) Po co myśleć o tym, co będzie za kilka albo kilkanaście lat?
Jest dzisiaj."


Przyznaję, że zdecydowałam się na lekturę książki "Dom samotnych" ze względu na okładkę. Nie zamierzam owijać niczego w bawełnę i udawać, że jest inaczej. Po prostu, odkąd ujrzałam tę przecudowną, wyróżniającą się ogromną paletą barw, niezwykle nastrojową, przywołującą wiosenno-letnie wspomnienia czy też momenty oprawę, wiedziałam, że muszę sięgnąć po ową powieść i poznać opisaną w niej historię. Z niecierpliwością, ale też podekscytowaniem wyczekiwałam dnia dostarczenia mi jej przez listonosza. Moją ciekawość budził również styl autorki, bowiem to było moje pierwsze spotkanie z jej piórem. Książki pisarki nierzadko przewijały mi się przed oczyma, głównie za sprawą przepięknych i przykuwających uwagę okładek, a niektóre z nich uwzględniłam nawet na mej liście czytelniczej. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś, może nie ze wszystkimi, ale choć z co poniektórymi zaznajomić. Być może okażą się bardziej frapujące, intrygujące, emocjonujące, refleksyjne i przede wszystkim porywające, aniżeli powieść "Dom samotnych", która prawdę mówiąc mnie rozczarowała zarówno pod względem fabularnym, formy scalania poszczególnych wątków, jak i skupiania się na zawiłości losów zbyt wielu bohaterów oraz podejmowania mnóstwa - co prawda ważnych - zagadnień, nie dając szansy na zatrzymanie się na dłużej na choćby jednym z nich. Zapraszam na recenzję.

środa, 12 lipca 2017

"Rachunek obcego sumienia" - Mirosław Prandota [recenzja przedpremierowa]




"Kiedy ma się kilkanaście lat, wyobraźnia wybiega daleko w przyszłość.
Młody człowiek rozmyśla, jak tu odkryć nową Amerykę, polecieć balonem na księżyc, 
albo podnieść jedną ręką samochód, najlepiej ciężarowy. 
Wszystko po to, aby wśród zwykłych ludzi zaistnieć jako ktoś wyjątkowy."


Gdy pewnego wiosennego dnia otrzymałam od wydawnictwa wiadomość z propozycją objęcia patronatem medialnym książki "Rachunek obcego sumienia" wraz z notką stanowiącą ogólny zarys fabuły, od razu się zgodziłam. Nie potrzebowałam ani chwili do namysłu, bowiem opis na tyle mnie zaintrygował, iż wiedziałam, że koniecznie muszę poznać ukazaną w powieści historię. Z pewnością dodatkowym impulsem była moja wcześniejsza nieznajomość twórczości Mirosława Prandoty. Nie tylko nie miałam okazji przeczytać żadnej ze skomponowanych przez pisarza publikacji, ale przede wszystkim - nie będę ukrywać - nawet o nich nie słyszałam. Postanowiłam wówczas to nadrobić i tym samym sprawdzić, czy styl autora przypadnie mi do gustu i czy będę miała ochotę na zaznajomienie się z jego innymi dziełami. Przyznaję, że z niecierpliwością wypatrywałam też maila od wydawnictwa z załączoną okładką "Rachunku obcego sumienia", której byłam niezwykle ciekawa (jak to bywa w przypadku sroki okładkowej). Kiedy już takowego otrzymałam i ujrzałam oprawę powieści, która niewątpliwie mnie urzekła, tylko się utwierdziłam w przekonaniu, że mój wybór co do lektury tejże książki był słuszny. Pozostało zatem zagłębić się w przedstawioną w niej opowieść i ulec jej klimatowi. Zapraszam na recenzję.

wtorek, 11 lipca 2017

"Przyrodni brat" - Penelope Ward [recenzja]




"Życie jest podobne do zabawy słowami, gdzie drobna zmiana może odsłonić nowe znaczenia.
Życie może być kształtowane przez niedole albo przez błogosławieństwa.
Wszystko zależy od tego, jak na nie spojrzysz."


Prawdę mówiąc, zasiadałam do napisania recenzji książki "Przyrodni brat" Penelope Ward, ale nie bardzo wiedziałam, od czego miałabym ją zacząć. Odwlekałam zatem moment, wyszukiwałam sobie specjalnie jakieś zajęcia, aby po prostu odłożyć tę czynność w czasie. Ale przecież nie można nieustannie czegoś odkładać na potem, tym bardziej, że i tak trzeba to wykonać. Nie wiem, dlaczego wyrażenie opinii o owej powieści stanowi dla mnie problem. Nie potrafię sprecyzować dokładnie tego, co czuję po zapoznaniu się z historią w niej zawartą. Z jednej strony bowiem jestem zadowolona z lektury, a z drugiej strony odnoszę wrażenie niedosytu, a nawet lekkiego rozczarowania. I wtedy przypomniałam sobie, że w trakcie opowiadania historii został wspomniany pewien nieznany mi wcześniej utwór "All I Wanted" Paramore. Postanowiłam najpierw wsłuchać się w obce mi dotąd dźwięki i być może wtedy odnaleźć natchnienie. I nie ukrywam, że nie stanęło tylko na ciągłym przesłuchiwaniu tej jednej piosenki (która zdecydowanie mną zawładnęła), a całej niezwykle klimatycznej, ciekawie brzmiącej płyty zespołu. Polecam i zapraszam na recenzję.

czwartek, 6 lipca 2017

"Światło, które utraciliśmy" - Jill Santopolo [recenzja]




"Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. 
W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło.
Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. 
Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo."


Któregoś dnia przeglądając zapowiedzi wydawnictw, spostrzegłam okładkę książki "Światło, które utraciliśmy". Wystarczyła dosłownie chwila, sekunda, abym podjęła decyzję o sięgnięciu po tę powieść. Urzekła mnie nie tylko jej niezwykła oprawa, ale również widniejące na niej proste, ale skrywające piękną historię i niosące pewne przesłanie słowa: "Dwa życia. Dwie miłości. Jeden wybór.". Zapamiętałam tytuł i pozostało wyczekiwać dnia premiery. Ale... Pewnego czerwcowego dnia listonosz dostarczył mi paczuszkę od Wydawnictwa Otwartego. Owszem, spodziewałam się takowej, ale z całkiem inną zawartością. Gdy ujrzałam powieść Jill Santopolo, najpierw oniemiałam, a potem przepełniła mnie ogromna radość. Ucieszyłam się jak dziecko z tak cudownej niespodzianki. Kilka dni później zasiadłam do lektury owej powieści i przepadłam... Zapraszam na recenzję.

wtorek, 4 lipca 2017

"Trzecia" - Magda Stachula [recenzja przedpremierowa]




"(...) Nikt mnie nie rozumiał, nikt nie potrafił pojąć tego, co czułam, choćby w połowie. 
Zabrano mi powietrze, którym oddychałam. Ciebie."


Kilka miesięcy temu miałam okazję zapoznać się z debiutem literackim Magdy Stachuli, który według mnie był całkiem udany, oceniłam go pozytywnie. Na tyle przypadł mi do gustu styl autorki, iż zaznaczyłam wówczas, że z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnych powieści pisarki. Zatem, gdy ujrzałam w zapowiedziach thriller psychologiczny o tajemniczym i niezwykle intrygującym tytule "Trzecia", wiedziałam, że koniecznie muszę po niego sięgnąć. I wtem nadarzyła się okazja, a mianowicie otrzymałam wiadomość z wydawnictwa z propozycją zrecenzowania owej pozycji. Ucieszyłam się i wypatrywałam dnia, kiedy listonosz dostarczy mi przesyłkę. Przyznaję, że troszkę się obawiałam lektury tegoż thrillera. Poniekąd przeraziły mnie słowa widniejące na okładce książki: "Sprawdzisz, czy drzwi są zamknięte" oraz "Autorka najlepiej sprzedającego się debiutu kryminalnego ostatnich lat, wraca z nową historią, która nie pozwoli ci zasnąć". Czy rzeczywiście w trakcie zaznajamiania się z tekstem powieści oraz po jej ukończeniu podchodziłam do drzwi, chwytałam za klamkę, aby upewnić się, że drzwi są zamknięte? Czy naprawdę ukazana historia sprawiła, że nie mogłam zmrużyć oka? Co sadzę o "Trzeciej" i jakie wrażenia na mnie wywarła? Zapraszam na recenzję.

poniedziałek, 3 lipca 2017

"Siostra Burzy" - Lucinda Riley [recenzja]




" - Jeśli człowiek zamyka się w swoim wnętrzu, zazwyczaj nie dopuszcza do siebie innych."


W ciągu ostatniego półrocza miałam przeogromną przyjemność poznać kilka powieści, które pozostawiły trwały ślad w mym sercu oraz w mych myślach. To były utwory, które wpłynęły poniekąd na moje postrzeganie świata. Pokazały mi różne, ale jakże piękne oblicza miłości. Opowiedziały historie, którymi przesiąknęłam, w których się zatopiłam, którym całkowicie uległam. Wzruszyły mnie, skłoniły do zadumy, poruszyły najczulsze struny mej duszy, ukazały inny świat - nie do końca mi znany i oczywisty, przywołały też niejako wspomnienia, a przede wszystkim podzieliły się ze mną cennymi wartościami i przemyśleniami, które pozostaną ze mną na zawsze, a także uświadomiły mnie w wielu kwestiach. Pozwoliły też odbyć niezwykłe, ale jakże wyczerpujące emocjonalnie podróże, dzięki którym miałam okazję zwiedzić cudowne miejsca, zachwycać się wspaniałymi krajobrazami, poczuć klimat i zapach danego miasta i regionu, posmakować tradycyjnych potraw, zdobyć rozmaitą wiedzę ze wszelakich dziedzin życia, a przede wszystkim poznać ludzi pełnych miłości i pasji oraz ich opowieści, z których wyniosłam niejedną lekcję i wiele spraw zrozumiałam. Jedną z tychże niezwykle czarujących, melancholijnych, magicznych oraz pasjonujących książek jest właśnie "Siostra Burzy" stanowiąca drugi tom serii "Siedem Sióstr". Pierwsza część cyklu mnie zachwyciła, a w drugiej natomiast się zakochałam. Po prostu... Zapraszam na recenzję.