piątek, 1 września 2017

"Facet do wzięcia" - Bogumiła Roch-Romanowska, Emilia Anna Dominik, Anna Crevan Sznajder [recenzja]




"- Kiepsko jest się zakochać i od razu być na straconej pozycji (...)"


Pewnego dnia zgłosiłam chęć zapoznania się z książką "Facet do wzięcia" i tym samym wyrażenia opinii o niej. Dlaczego zdecydowałam się na jej lekturę? A no dlatego, że zaintrygował mnie fakt, iż ta zaledwie ponad dwustustronicowa powiastka napisana została przez trzy kobiety. Pióro Ani Crevan Sznajder było mi znane wcześniej, przy okazji poznawania stworzonej przez nią historii ujętej w tomikach "Niczyja. Kwiat magnolii" i "Niczyja. Zapach magnolii". Natomiast pozostałe dwa nazwiska były mi dotąd obce. Frapowało mnie, jaką dokładnie opowieść skrywa "Facet do wzięcia", jakie style się w niej przeplatają, jakie zastosowano w niej formy narracji, a także, czy autorki podołały pomysłowi i poradziły sobie z poprowadzeniem fabuły, a przede wszystkim, czy trójosobowy skład autorski okazał się sukcesem, a zarazem udanym zabiegiem? Cóż... Teraz, będąc świeżo po lekturze, mogę śmiało rzec, posługując się znanym wszystkim powiedzeniem, że "co za dużo, to nie zdrowo". Zapraszam na moją opinię.

Bogumiła Roch-Romanowska - brak informacji o autorce
Emilia Anna Dominik - brak informacji o autorce
Anna Crevan Sznajder - początkująca pisarka, absolwentka kursów pisarskich, miłośniczka Japonii, współautorka książki Facet do wzięcia. Wielbicielka Kuroko no basket - Tadatoshi Fujimaki, które było inspiracją do napisania książki Niczyja. Kwiat Magnolii oraz jej kolejnych części. Historia w niej opowiedziana przenosi czytelników do świata Otaku. Do świata mang i anime, konwentów, cospley'ów i dobrej zabawy z nutką orientu w tle. Świat ten towarzyszy autorce od wielu lat.

Trzy przyjaciółki i jednocześnie reporterki magazynu kobiecego "Evree" otrzymują intrygujące zlecenie. Mianowicie, zadaniem zwanych przez wszystkich "Aniołków", jest przeprowadzenie wywiadów z trzema mężczyznami - finalistami konkursu "Facet do wzięcia" organizowanego przez poczytne i cieszące się sympatią czasopismo. Faceci są niezwykle przystojni i na ich widok dziewczynom miękną kolana. Strażak, policjant i właściciel cukierni przyprawiają każdą z nich o szybsze bicie serca. W trakcie późniejszej sesji zdjęciowej okazuje się, że nie tylko kobietom mężczyźni wpadają w oko, ale i oni również są nimi zafascynowani. Ann, Enn i Mili wiedzą jednak, że nie mogą pozwolić sobie na bliższą zażyłość z wybrańcami fanek. Obowiązuje ich bowiem klauzula w umowie. Jednak serce nie sługa... Dziewczyny zawierają zatem między sobą umowę...

Lektura "Faceta do wzięcia" zajęła mi aż trzy dni, a pragnę przypomnieć, że książka liczy tylko dwieście dziesięć stron. Cóż. Przez pierwsze dwa dni udało mi się przewertować tylko pięćdziesiąt kartek, ponieważ kompletnie nie mogłam się skupić, wszystko mnie rozpraszało, wybiegałam myślami niedaleko - do spraw przyziemnych, które zajmowały moją głowę, nie potrafiłam zwyczajnie wgryźć się w historię opowiedzianą przez autorki. Trzeciego dnia zaparłam się i połknęłam pozostałe sto pięćdziesiąt stron. Trzeba przyznać, że jest to powieść, którą czyta się ekspresowo, głównie za sprawą sporej ilości dialogów. Potencjał z pewnością w niej tkwi. Aczkolwiek niestety nie mogę ocenić jej pozytywnie. Po pierwsze zastanowił mnie dość niespotykany podział na trzy części tj.: prolog, epilog i podziękowania. A reszta? Brakowało mi właśnie rozdziałów. Co prawda, wyróżnione zostały narracje bohaterek, zresztą bardzo krótkie, nawet kilkuwersowe, ale to nie rozgraniczało ogólnego zarysu wątkowego (mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli). To poniekąd miało wpływ na całokształt fabuły, która cechowała się powtarzalnością, identycznością oraz przewidywalnością, a także schematycznością. Po drugie, od początku miałam nieodparte wrażenie, że losy każdej z kobiet są podobne, a  wręcz takie same, tyle, że imiona ich oraz poznanych mężczyzn są zmieniane. Ponadto uważam też, że styl autorek jest podobny. Gdybym nie miała świadomości, która jest autorką danej części, to zapewne bym owych nie rozróżniła. Prawdę mówiąc, nic mnie nie zaskoczyło, nie zachwyciło i nie oczarowało w owej powieści. Przede wszystkim zabrakło mi emocji, które przynajmniej dla mnie, są podstawą dobrej książki. Chwilami jedynie na mych ustach jawił się uśmiech. A poza tym nic... Nawet sceny intymne nie wyzwoliły we mnie intensywniejszych uczuć i nie wzbudziły mego podziwu. Ot, zwykłe opisy aktów miłosnych uniesień. Krótko mówiąc, powieść po prostu przeczytałam i odłożyłam na półkę. W moim odczuciu "Facet do wzięcia" wymaga solidnego dopracowania, praktycznie w każdym celu, zarówno fabularnym, jak i językowym. 

Powiastka napisana jest prostym, potocznym, rzadko wulgarnym językiem, od czasu do czasu uwzględniającym japońskie wyrażenia i zwroty - całkowicie zbędne. Moim zdaniem jej stylistyczna forma jest zbyt swobodna, jakby tworzona w pośpiechu, o czym świadczą między innymi nijakie dialogi czy występujące gdzieniegdzie tzw. literówki. W ogóle nie odczułam zaangażowania autorek w stworzenie tej opowieści. A może mi się tylko wydawało? Zaletą na pewno jest zastosowanie narracji pierwszoosobowej pozwalającej poniekąd zaznajomić się bliżej z osobowością czy też samopoczuciem poszczególnych bohaterek.

Celowo użyłam słowa poniekąd, albowiem przyznać muszę, że przez kilkadziesiąt stron miałam problem z rozpoznaniem kobiet. Odnosiłam wrażenie, że to jedna i ta sama osoba. Naprawdę. Dopiero z czasem zaczęłam zauważać pojedyncze cechy wyróżniające je od reszty. Ann to osoba szczera do bólu, bezpośrednia, uparta, często stawiająca na swoim, nierzadko nie w humorze i bez wątpienia asertywna (ale do czasu). Z kolei Enn to kobieta trochę roztrzepana, czasami przekorna. Natomiast Mili wydała mi się najbardziej spokojna, wyważona, uczuciowa, wrażliwa i poukładana. A zatem niejako się różnią od siebie, ale łączy je wiele, w tym zdecydowanie piękna przyjaźń (na dobre i na złe), podobne dylematy miłosne i moralne, charakter wykonywanej pracy oraz zamiłowanie do wina.

Niestety, w miarę intensywne tempo nie ułatwiło głębszego przyjrzenia się reporterkom, ich myślom czy emocjom. Nie czułam ich ekscytacji, radości, miłości, pretensji, przygnębienia, rozczarowania oraz smutku. Nie przeżywałam, nie śmiałam się wniebogłosy i nie wylewałam łez wraz z nimi. A jedynie pokrótce zapoznałam się z ich punktem widzenia, podejściem do co poniektórych spraw i postrzegania pewnych kwestii. To wszystko.
A panowie... Hmmm... Wydali mi się mało autentyczni i tacy... Sama nie wiem... Nie do końca szczerzy? Zanadto świadomi swych walorów? Przesadnie pewni siebie? Oj tak, ta ich pewność raziła w oczy. I to by było na tyle. 

Ściślej rzecz ujmując, "Facet do wzięcia" to trzy kobiety, trzech mężczyzn, trzy identyczne historie i jeden wspólny mianownik. Niewymagająca i oczywista fabuła, uchybienia w szczegółach i niuansach, nie w pełni wyrazista kreacja bohaterów, lekki i trywialny styl to niewątpliwie elementy określające powieść. Moim zdaniem wymaga ona wzbogacenia o inne motywy, poprawienia błędów, posłużenia się bogatszym słownictwem, a także urozmaicenia dialogów, aby stały się bardziej sensowne i przyjemniejsze w odbiorze oraz pokuszenia się o lepszą konstrukcję postaci. Wówczas książka mogłaby być znacznie ciekawsza, a i jej odbiór byłby korzystniejszy. No cóż. Póki co jest bardzo przeciętnie. Jednakże to moje subiektywne zdanie. Nie żałuję czasu poświęconego na jej lekturę, ale też nie zostałam czytelniczo zaspokojona i w żadnym stopniu usatysfakcjonowana. Książki ani nie polecam, ani nie odradzam. Wybór pozostawiam Wam :)


Cytaty:

"(...) - Dostane może twój telefon? - Zapytał nagle.
- Oj, mam stary model, nie spodoba ci się - stwierdziłam i odeszłam w stronę drzwi rozbawiona."


"(...) To tak bolało! Świadomość, że jak wyjdzie z tego mieszkania, nie będzie już mój,
że nie będzie tylko dla mnie.
Jak przekroczy próg, by stąd wyjść, stanie się kimś obcym. 
Kimś, kogo w zasadzie nie powinnam była poznać." 


"(...) Spojrzałam na coś, co powinno być tartą,
a wyglądało jak glony z dodatkiem pianki izolacyjnej.
Sięgnęłam po widelec i zaczęłam zapełniać żołądek "potrawą"."


Tytuł: "Facet do wzięcia"
Autor: Bogumiła Roch-Romanowska, Emilia Anna Dominik, Anna Crevan Sznajder
Wydawnictwo: Ridero
Data wydania: 2016
Oprawa: miękka
Ilość stron: 210
Kategoria: literatura obyczajowa i romans
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorkom.

Moja ocena: 4/10


Książka bierze udział w wyzwaniu:


16 komentarzy:

  1. Mylące się postacie to chyba jedno z najbardziej irytujących doświadczeń czytelniczych :). Książka raczej nie jest w moim klimacie, więc raczej ją sobie odpuszczę :)

    Pozdrawiam, ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobne zdanie do Twojego.
    Potencjał był spory, niestety nie został wykorzystany...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam, ale chyba sobie odpuszczę.

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Nie oceniam po okładkach

    OdpowiedzUsuń
  4. Znasz moja opinię, więc nie będę się tutaj o niej rozpisywać. ;) Ale cieszę się, że nie jestem sama i że podzielasz po części moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy pomysł z pisaniem przez trzy osoby :). Ale po Twoim opisie widzę, że to jedyne, co mnie w niej intryguje. Odpuszczę sobie ten tytuł :P

    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamysł dobry i ciekawy, ale realizacja wypadła już gorzej.

      Usuń
  6. Raczej nie zamierzam czytać, ale ten cytat z telefonem, no hit normalnie :D

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zainteresowała mnie treść książki ::) więc, raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)