wtorek, 14 listopada 2017

"Dylematy Laury" - Marta Matulewicz [recenzja przedpremierowa]


 
"(...) Hmm, umiem płakać na zawołanie, 
umiem śmiać się jak szalona, 
umiem zarumienić się na kolor buraczkowy 
również na zawołanie, ale mdleć na zawołanie 
nie umiem - jeszcze. 
A szkoda, bo teraz byłaby doskonała okazja, 
by taką umiejętność wykorzystać."
 
 
Sięgam po debiuty literackie, albowiem wnoszą do świata książkowego coś nowego, świeżego, chwilami zaskakującego i nieoczywistego. Zazwyczaj z ogromnym dystansem i dozą niepewności podchodzę do ich lektury, aby uniknąć ewentualnego rozczarowania. Zdarzało się, że miałam przyjemność poznać naprawdę dobre pozycje książkowe, ale bywało też tak, że okazywały się owe niewypałem, nietrafionym spotkaniem. Czasem w trakcie ich lektury zachwycałam się, wzruszałam, wylewałam morze łez, a innym razem po prostu zasypiałam znużona monotonią. Jak było tym razem? Czy debiut Marty Matulewicz uważam za udany? Odpowiedź w dalszej części tekstu. Zapraszam.
 
 
Marta Matulewicz - mieszkanka małego ślicznego miasta, w którym dorastała i z którego wyjechała na dziesięć lat do Wielkiej Brytanii. Wróciła z Londynu z dwójką dzieci, mężem i z 89 kartonami rzeczy absolutnie potrzebnych. "Dylematy Laury" to debiut, który rozśmieszy do łez każdego czytelnika. (źródło: www.psychoskok.pl)

Ponad dwudziestoletnia Laura rozstaje się ze swoim niewiernym partnerem. Tymczasem w tym trudnym dla dziewczyny czasie jej najbliższa przyjaciółka, Zosia, proponuje jej wyjazd do Londynu (w którym przebywa od dłuższego czasu), tym samym zapewniając miłe towarzystwo i lokum w ciekawej okolicy. Laura postanawia skorzystać z zaproszenia przyjaciółki. O swej decyzji informuje rodziców, zwalnia stanowisko w dotychczasowej pracy, pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i wysyła owe na wskazany przez Zosię adres, a następnie rezerwuje bilet lotniczy. Pełna planów, ogromnych oczekiwań i nadziei oraz podekscytowania, wyrusza do położonego nad Tamizą miasta. Jednak podróż do Londynu przebiega nie tak, jakby sobie Laura tego życzyła. Od początku prześladuje ją bowiem pech, najpierw wylana na jasne ubranie kawa, a potem nieprzewidziany upadek na otyłego współpasażera. Po dotarciu do mieszkania przyjaciółki, końca przygód nie widać. Już po paru godzinach Laura wznieca pożar, rozpalając w kominku stanowiącym atrapę... Jak Laura poradzi sobie w nowym miejscu? Czy odnajdzie się w Londynie? Czy uda jej się zrealizować ustalone wcześniej założenia i spełnić marzenia?

"Dylematy Laury" to powieść szablonowa, nieangażująca, niejako przewidywalna, pozbawiona porywu i większego zaciekawienia. Fabuła nie należy do oryginalnych i wyszukanych, raczej porusza się po znanych schematach. Zawiera paręnaście fragmentów wyzwalających uśmiech na ustach, a to za sprawą potyczek głównej bohaterki. Gdyby nie owe "akcje", wówczas byłoby nudno i zbyt jednostajnie. Powieść uwzględnia kilka wątków, lepiej bądź gorzej ukazanych i rozwiniętych. Główny motyw z pewnością stanowi przyjaźń łącząca bohaterki, oparta na wzajemnym zaufaniu, zrozumieniu i wsparciu. To przyjaźń na dobre i złe, czasami urozmaicona malutkimi konfliktami dodającymi smaczku relacji pomiędzy kobietami. Drugim wątkiem jest ten dotyczący emigracji, co wiąże się z tęsknotą za bliskimi, aklimatyzacją w nowym miejscu, przystosowywaniem się do warunków panujących w wybranym kraju, zapoznawaniem się z otoczeniem, poszukiwaniem miejsca pracy, radzeniem sobie w prozaicznych i codziennych sytuacjach. Wyraźnie dostrzegalna jest znajomość konkretnych dzielnic Londynu przez autorkę. Z kolei trzecią poruszaną kwestią jest miłość przybierająca rozmaite barwy. Każda z postaci pragnie odnaleźć swą drugą połowę, czasem przesadnie upatrując owej w przypadkowo spotkanej osobie. Zakończenie, trzeba przyznać, jest zaskakujące, ale nie na tyle intrygujące i trapiące, abym zapragnęła zaznajomić się z rozwiązaniem poszczególnych wątków w drugim tomie.

Lektura powieści przebiega w dość ekspresowym tempie, a to z racji sporej dawki banalnych i podejmujących codzienne zagadnienia dialogów. Czyta się zatem szybko, lekko, klarownie i swobodnie. Wielokrotnie też odnosiłam wrażenie, jakoby pisanie owej książki sprawiało autorce radość, a i tworzenie zabawnych sytuacji przychodziło jej z łatwością. Aczkolwiek niestety muszę nadmienić parę słów na temat merytorycznej strony tejże prozy. Dopatrzyłam się błędów literowych i interpunkcyjnych oraz powtórzeń tego samego słowa w jednym zdaniu (przy czym jego dwukrotne użycie było całkowicie zbędne). Ponadto w którymś momencie zostały przekręcone imiona bohaterek (zamiast Zosi, była Laura). Na początku powieści dwukrotnie zdarzyło się też, że mimo iż historia opowiedziana jest w narracji pierwszoosobowej, to pojawiły się sformułowania z perspektywy trzeciej osoby, kompletnie niewpasowujące się w przyjętą i obraną prezentację opowieści.

Zastanawia mnie również tytuł powieści, który moim zdaniem nie do końca, albo i w ogóle nie odzwierciedla jej zawartości. No chyba że rzeczywiście należy przyjąć, że wybór pomiędzy stringami a babcinymi galotami, między sałatką a burgerem, a także decyzja, w jakim kierunku się udać, są nie lada dylematami. Rozterki bohaterki sprowadzały się jedynie do przyziemnych spraw, a tych o większym i znaczącym zasięgu nie zauważyłam. Pokusiłabym się raczej o nadanie owej powieści tytułu w stylu "Wpadki Laury", "Tarapaty Laury" lub "Potyczki Laury". Ale to tylko moje subiektywne zdanie.

Głównymi bohaterkami powieści, zresztą z dokładnością i ekspresyjnością nakreślonymi, są tytułowa Laura, z perspektywy której poznajemy całą historię oraz jej bliska przyjaciółka Zosia. Pierwsza z nich to sympatyczna, nieśmiała, zagubiona, niepewna siebie, uprzejma, nieustannie prześladowana przez pech i przyciągająca kłopoty, stawiająca sobie konkretne cele (znaleźć mężczyznę życia, schudnąć i zdobyć wymarzoną pracę) dziewczyna. Jej powierniczka z kolei to osoba rozważna, spokojna, nieszczęśliwie lokująca uczucia, dobra, pełna empatii i poniekąd skryta. W życiu młodych kobiet przewija się wiele postaci wyróżniających się charakterem i podejściem do codziennych spraw. Mianowicie pojawiają się: egoistyczny, traktujący kobiety przedmiotowo i niepotrafiący pogodzić się z tym, że go porzucono Jean-Marc, Paweł i Olivier - życzliwi i troskliwi mężczyźni po przejściach, przystojny i czarujący spojrzeniem strażak, a także koleżanki Laury z klubu sportowego. Wspomniane osoby odgrywają drugoplanowe bądź epizodyczne role, a ich zarys nie jest w pełni wyrazisty. Z jakiegoś, nie do końca jasnego dla mnie powodu, mężczyźni nie wzbudzili mego zaufania. Mam wrażenie, że nie są tak zupełnie szczerzy i wydaje mi się, że jakieś plamy na ich wizerunku widnieją. Ale być może się mylę. 

Kończąc, "Dylematy Laury" to moim zdaniem powieść przeciętna będąca zwykłym czytadłem, typowym "odmóżdżaczem", przerywnikiem pomiędzy trudnymi, wymagającymi i refleksyjnymi publikacjami - co nie jest złe, a czasem nawet potrzebne. Zapewnia chwilowy relaks, dostarcza humoru i stanowi doskonały odpoczynek dla szarych komórek. To książka, którą przeczytałam, odłożyłam i zaraz całkiem o niej zapomnę. Przedstawiona historia nie zaabsorbowała i nie zaintrygowała mnie na tyle, ażeby sięgnąć po jej kontynuację. Nie polecam jakoś szczególnie, ale też nie zniechęcam. Wybór pozostawiam Wam :)  
 
 
 "Mama czasami mi powtarzała, że mam głowę w chmurach, teraz miałaby zupełną rację. 
Ujrzałam wschodzące słońce i ten widok spowodował, że zupełnie zamarłam. 
Białe lekkie chmury pod moimi nogami, czy raczej pod samolotem, 
i piękne pomarańczoworóżowe słońce. Bezmiar błękitu i przestrzeń."
 
 
Tytuł: "Dylematy Laury"
Autor: Marta Matulewicz
Wydawnictwo: Psychoskok
Data premiery: 15.11. 2017
Liczba stron: 286
Książka będzie dostępna w formie e-book
Kategoria: powieść obyczajowa
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.

16 komentarzy:

  1. Sięgam też po takie lekkie książki. Będę mieć ją na oku jeśli najdzie mnie ochota na coś w tym stylu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chociaż były elementy, które Ci się podobały, to jednak nie będę raczej sięgać po ten tytuł, nie mam ochoty na taką typowo przerywnikową między cięższymi książkami lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli dana książka nie przypadła mi do gustu, to i tak zawsze staram się dostrzegać jej zalety :) Rozumiem :)

      Usuń
  3. Hmm bardzo ma przyjemną okładkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach tę książkę i bardzo jestem ciekawa, jak ja ją odbiorę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Błędy merytoryczne niezbyt dobrze świadczą o autorce nawet jeśli to jest jej debiut, jednak nie ma co przekreślać. Takie lekkie czytadła i tak są lepsze niż romanse. Mam nadzieję, druga książkę tej autorki również bedziesz recenzować i porównasz zmiany, które autorka z pewnością wprowadzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie wyważona i szczera recenzja! Całkiem w twoim stylu :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może kiedyś się na nią skuszę - nie mówię nie, bo ogólnie lubię takie zwyczajne książki jakich wiele, ale póki co mam co czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam ją w planie. Ciekawe jak ja ją odbiore...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem pełen uznania dla recenzentki za to, że bez zbędnego makijażu ma odwagę formułować bolesną diagnozę o „powieści pozbawionej porywu i większego zaciekawienia”, za nieustraszoność jej czupurnych – wszak: ostrych i jednoznacznych opinii, za iście belferską pieczołowitość niemiłosiernie punktującą liczne niedociągnięcia i potknięcia autorki (interpunkcja, repety, chochlik pomylonych imion). Styl jednak w jakim to czyni – nie tylko nie wywołuje we mnie jednoznacznie negatywnego nastawienia do książki, lecz wręcz przeciwnie: dzięki szerokiej otoczce merytorycznej towarzyszącej słowom krytyki, zachęca mnie do konfrontacji, sięgnięcia po lekturę, bynajmniej nie tylko w celu przyrównania ocen recenzentki z moimi wyobrażeniami i wizją.
    Pani Kasiu T-J – bardzo dziękuję za jak zawsze: ciekawą, wnikliwie postawioną recenzję!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)