wtorek, 21 listopada 2017

"Randka z homo sapiens" - Penny Reid [recenzja przedpremierowa]




"Czułam się jak czajnik nastawiony na herbatę. 
W każdej chwili mogłam zacząć bulgotać i piszczeć od nadmiaru szczegółów."


Zanim otrzymałam propozycję zrecenzowania pierwszego tomu serii "Kółko Singielek Miejskich", postanowiłam sobie, że do końca bieżącego roku nie podejmę się już lektury żadnej nowości czy też zapowiedzi wydawniczej (jasne!), albowiem stos książek czeka na swą kolej i mam wrażenie, że zamiast się kurczyć, to on nieustannie rośnie. Moje postanowienie wzięło w łeb w momencie otworzenia wiadomości od Wydawnictwa Poradnia K z zapytaniem, czy zechciałabym napisać recenzję powieści Penny Reid "Randka z homo sapiens". Pierwsza myśl, nie biorę. Ale po chwili nadeszła kolejna - chociaż się zaznajomię z opisem. Taaa... zapoznałam się i udzieliłam odpowiedzi - pozytywnej, a jakże. Dlaczego? Przekonało mnie stwierdzenie, że ów wolumin stanowi "tabletkę szczęścia i antidotum na jesień", a właśnie tego było mi wtenczas trzeba. Ponadto sam tytuł, jakże intrygujący i niejako zabawny, również skłonił mnie do poznania historii niejakiej Janie Morris, a i opis fabularny poniekąd zachęcił. Jedynie notka, iż książkę tę pokochają miłośnicy "Seksu w wielkim mieście" czy też dzienników Bridget Jones do mnie nie przemówiła.  Cóż, ja do większych zwolenników owych nie należę, ale przyznaję, że obejrzałam serial i film. Jak wspomniałam, zdecydowałam się zatem na lekturę powieści Penny Reid, a gdy już dotarła, nie mogłam się powstrzymać i od razu do niej zajrzałam, i... Właśnie, i co dalej? Jakie wrażenia wywarła na mnie owa opowieść? I czy rzeczywiście jest "tabletką szczęścia i antidotum na jesień", jak zapewnia wydawca? 

Penny Reid jest pełnoetatową badaczką w zakresie biomedycyny, a po godzinach uznaną i utytułowaną autorką powieści kobiecych, która zdobyła grono wiernych fanek na całym świecie. Opinie i recenzje jej książek na portalu Goodreads sięgają kilkuset tysięcy, znalazły się też na liście bestsellerów "USA Today". "Randka z homo sapiens" to pierwszy tytuł jej bestsellerowej serii "Kółko Singielek Miejskich". Prywatnie jest mamą trójki dzieci i żoną oraz fanką robótek ręcznych. (źródło: okładka książki)

To jeden z najgorszych dni w życiu Janie Morris. Najpierw dowiaduje się, że jej wieloletni chłopak ją zdradził. Co więcej, dowód jego niewierności ukryty był w kieszeni spodni. Rozstanie było zatem nieuniknione, wiązało się z opuszczeniem przez dziewczynę mieszkania, które należało do Jona. Choć ten zapewniał nadal o swej miłości i próbował zatrzymać Janie, to ta była jednak nieugięta i nie dała się omamić słownymi słodkościami. A po dotarciu do firmy, nie dość że informuje się ją o likwidacji jej stanowiska, to dodatkowo kobieta łamie obcas na kratce ściekowej i szpilki musi zastąpić klapkami, gubi soczewkę, a swoją ulubioną białą koszulę oblewa kawą. Lecz to nie wszystko. Zdradzona, bezdomna i bezrobotna zamyka się w kabinie w toalecie na pięćdziesiątym drugim piętrze budynku, i grzęźnie z powodu braku, niezbędnego na ów moment, papieru toaletowego. Kiedy już w miarę doprowadza się do stanu normalności, udaje się do swego byłego już biurka, aby zabrać czekający na nią karton z rzeczami. I nagle czuje za sobą czyjąś obecność, a gdy się odwraca widzi Pana Ciacho we własnej osobie, do którego wzdycha od pewnego czasu i bacznie go obserwuje od kilkunastu dni. Obiekt westchnień, czyli miejscowy ochroniarz, mierząc Janie wzrokiem i lekko z nią flirtując, wyprowadza ją z firmy. Tym samym Morris uświadamia sobie, że widzi go po raz ostatni. To kolejny punkt dopisany do listy dramatów nieszczęsnego dnia. Jednak nie spodziewa się, że już niebawem znów ujrzy swego mężczyznę marzeń... Co więcej, obudzi się w obcym mieszkaniu, w którym i on przebywa...

Ogromnie się cieszę, że sięgnęłam po tę jakże lekką, przyjemną, niejako tajemniczą, ukazaną z humorem i dystansem oraz pełną wdzięku, a niekiedy tkliwą powieść. Kiedy tylko dostała się w moje ręce, praktycznie od razu przejrzałam pierwsze strony. Zwyczajnie zżerała mnie ciekawość, zapragnęłam zapoznać się z jej początkiem, ażeby sprawdzić, jakim stylem została napisana. Zanim jednak przeszłam do samej treści książki, moją uwagę przykuły dedykacje autorki. I wtenczas na mej twarzy pojawiły się na przemian wyrazy zdziwienia i niedowierzania, albowiem Penny Reid uwzględniła podziękowania dla... komputera i informatyków. Jeszcze nigdy, w żadnej dotychczas przeczytanej książce, nie natrafiłam na tego typu deklaracje. Ten gest wyzwolił również uśmiech na mych ustach i stał się zalążkiem poczucia, że opowieść przedstawiona w "Randce z homo sapiens" dostarczy mi radości, zapewni dobrą zabawę, odpręży i wywoła szereg emocji. Stanowił on też swego rodzaju zapowiedź miłego i przyjemnego spędzenia czasu w towarzystwie Janie Morris i jej przyjaciółek. I rzeczywiście tak było. 

Prawdą jest, że opowiedziana historia nie odznacza się oryginalnością, toczy się według znanych schematów, ale to kompletnie nie było przeszkodą w jej chłonięciu. Po zaledwie dziesięciu stronach, przez które przebiegłam dwukrotnie, popłakałam się ze śmiechu. A ten nieustannie partnerował mi podczas lektury i nie opuszczał przez czterysta jedenaście stron. Losy głównej bohaterki wciągnęły mnie tak bardzo, że zupełnie straciłam poczucie czasu. Ani razu nie pomyślałam, ażeby odłożyć książkę, wręcz przeciwnie, z coraz większą intensywnością ją pochłaniałam. Gdy zdarzało się, że z racji obowiązków musiałam przerwać spotkanie z nią, to z niecierpliwością wyczekiwałam chwili, by ponownie móc się w niej zatracić. Zarwałabym przez nią noc gdyby nie fakt, iż oczy odmawiały posłuszeństwa. Ale następnego dnia, z samego rana wróciłam do jej kontynuowania. Poniekąd odczuwałam lekki żal, że moja przygoda z pierwszym tomem dobiega końca, ale z drugiej strony zapaliła się iskierka ekscytacji, że przecież wkrótce będą dostępne kolejne części serii, po które z całą pewnością sięgnę. Nie widzę innej opcji.

W powieści przeplata się kilka wątków, mniej lub bardziej rozbudowanych. Tym najważniejszym i wysuwającym się na pierwszy plan jest miłosny, czy też romansowy, który przyciąga, absorbuje, intryguje i co najważniejsze wprowadza w doskonały nastrój. Owiany po trosze zagadkową aurą, przepełniony humorem, urozmaicony nieprzewidzianymi akcjami, otoczony niezwykłym urokiem i poniekąd wyjątkowością, ani przez chwilę nie pozwala się nudzić. Na uwagę zasługuje scena intymna przedstawiona w sposób nietypowy, jedyny w swoim rodzaju, zadziwiający. Również motyw przyjaźni odgrywa jedną z istotniejszych ról. Jego przebieg nie zawsze jest oczywisty, niekiedy naprawdę zdumiewający i szokujący. Na pewno jest wartościowy w swym przekazie. Z kolei wątek kryminalny ukazany w esencjonalnej formie to tylko mały akcent, lekkie zabarwienie i pikantny smaczek. A jego rozwiązanie nie tyle zaskakuje, co dosłownie rozbraja i...więcej nie zdradzę. Pozostaje jeszcze przedmiot tajemniczości, a raczej sekretnej, przynajmniej do czasu, działalności Pana Ciacho. Pomiędzy wspomnianymi materiami przewija się także traumatyczna przeszłość Janie Morris, która niespodziewanie powróci i wtargnie z przytupem do jej już i tak skomplikowanego życia. Zdaję sobie sprawę, że dość zdawkowo i nie do końca jasno piszę o splecionych w książce wątkach, ale to z mojej strony celowy zabieg i mam nadzieję - zachęcający. Jakiego zakończenia doświadczą poszczególne nitki tegoż kłębka fabularnego? Oczywiście tego nie ujawnię, ale zapewniam, że nic nie jest takie, jakim się wydaje na początku...

Historia opowiedziana jest w narracji pierwszoosobowej z perspektywy głównej bohaterki powieści - Janie Morris. To pani architekt z wykształcenia, średnia siostra kryminalistek, nauczycielka matematyki i przyrody w klubiku dla dzieci, wielbicielka komiksów i wspaniała przyjaciółka. To kobieta specyficzna, szalona, oczytana, rozmowna, wrażliwa, wierna, przyciągająca kłopoty. Nie używa komórki, w sytuacjach seksualno-ekstremalnych dopuszcza do głosu "Idę", uwielbia wymyślać rzeczowniki zbiorowe, cierpi na zaburzoną umiejętność sytuacji, nie znosi dziergania, fascynuje się ciekawostkami z różnych dziedzin życia i nauki, a także wykazuje zdolność zalewania swego rozmówcy mnóstwem nieistotnych faktów. Jakie są międzynarodowe standardy ustalania kolejności dni tygodnia? Co łączy kawę z tubylczą ceremonią religijną? Dlaczego związek kobiety  o niezgrabnej głowie i mężczyzny o idealnie kształtnej głowie to kiepski pomysł? Jak posiadanie telefonu komórkowego ma się do mózgu w naczyniu? I co z tym wspólnego ma klapnięta płetwa grzbietowa orek oceanicznych? Jaka jest główna metoda łapania homara norweskiego? W jakich sytuacjach życiowych istotny jest skład włókien biurowych wykładzin? Jaka jest zależność między kształtem i kolorem rynienki podnosowej a stanem zdrowia układu rozrodczego konkretnej osoby? To między innymi odpowiedziami na te pytania Janie raczyła swoich najbliższych dyskutantów, do których zaliczają się przede wszystkim pewny siebie i zagadkowy Pan Ciacho (Quinn Sullivan), sympatyczna i troskliwa Elizabeth oraz koleżanki z dziergającej grypy wsparcia (z dzierganiem to ona ma mało wspólnego, ale z plotkowaniem i okazywaniem sobie wsparcia to i owszem). To oni odegrają kluczowe role w życiu Janie. Dzięki nim jej życie nabierze nowego kształtu i nade wszystko okaże się gamą rozmaitych barw.

"Randka z homo sapiens" to bez wątpienia powieść czarująca, angażująca, emocjonująca, wzruszająca, przepełniona komizmem i namiętnością, a także niepozbawiona napięcia i niepewności. To historia o sile kobiecej przyjaźni, otaczaniu się wzajemną pomocą i niezbędnym wsparciem, dodawaniu sobie otuchy i  udzielaniu nawzajem cennych rad oraz poszukiwaniu sensownych rozwiązań konkretnych sytuacji. O miłości stanowiącej sens życia i udowadniającej znaną starą prawdę, mówiącą, że przeciwieństwa się przyciągają. O próbach radzenia sobie z bolesnymi i nieustannie powracającymi wspomnieniami. O żegnaniu się z traumatyczną przeszłością i tym samym ostatecznym zamykaniu trudnego rozdziału. O walce z ciągłym i nieodpuszczającym poczuciem winy i odrzucenia. O namiętności wydobywającej skrywane dotąd emocje. O zaufaniu sobie i drugiej osobie. I wreszcie o tlącej się w sercu nadziei stanowiącej światełko na końcu drogi prowadzącej do szczęścia.

"Randka z homo sapiens" to doskonała komedia romantyczna, wyróżniająca się cukierkową okładką, ciekawym tytułem z żartobliwym podtekstem, klarownym i swobodnym stylem, lekką i porywającą fabułą, wyrazistą kreacją głównych bohaterów oraz zaskakującą formą epilogu. To zdecydowanie powieść będąca idealnym lekarstwem na jesienno-zimową chandrę. Wykazuje działania relaksacyjne i poniekąd odchudzające, albowiem pobudza do pracy mięśnie brzucha. Wciągnie, rozbawi, wzruszy i pozostawi z chęcią na więcej. Serdecznie polecam! 


Cytaty:

 "Właśnie dlatego tak bardzo nie znosiłam rozwodzenia się nad problemami osobistymi.
Właśnie dlatego unikanie i obchodzenie najskrytszych myśli i uczuć
było o wiele bezpieczniejsze niż czekająca mnie alternatywa. 
Nie pozwalałam sobie na rozpacz - taką prawdziwą, absolutną rozpacz - 
od czasu śmierci mojej mamy. 
I żaden chłopak, pracodawca ani seria gównianych wydarzeń nie mogła tego zmienić.
W końcu, patrząc z perspektywy całego życia, z pewnością jest to coś,
z czym dam sobie radę.
A w każdym razie muszę tak sobie powtarzać."


"- Cóż, to oczywiste, że wszyscy popełniamy błędy, 
ale jeśli uznajesz coś za błąd tylko dlatego, że zostałeś przyłapany, to źle.
Jeśli z kolei zrozumiesz, że popełniłeś błąd, ponieważ uświadomiłeś sobie, 
że dokonałeś złego wyboru i podejmujesz starania, żeby się zmienić, to dobrze. 
Jest duża różnica między jednym a drugim."


"- Niektórzy faceci po prostu nie są dobrym materiałem na chłopaka.
- Tylko na co? Na zasłony?"


"(...) Przyjaźń jest jak zsikanie się w majtki - coś, co wszyscy widzą, ale tylko ty czujesz."


"Byłam ślepa. Byłam totalnie ślepa. I głupia. Myliłam się. 
Wcale nie stawaliśmy się przyjaciółmi. 
Zwykli śmiertelnicy nie zawierają długotrwałych przyjaźni z przystojnymi milionerami."


"Ponieważ większość swojego dzieciństwa byłam ignorowana i pozostawiana sama sobie,
można by pomyśleć, że jako dorosła będę już doskonale oswojona z uczuciem porzucenia.
Tak naprawdę w dorosłym życiu cały czas spodziewam się odtrącenia.
Nieustannie szykuję się na to, że zostanę odrzucona,
a w związku z tym spędzam znaczną ilość czasu na przygotowywaniu się na tę ewentualność."


"Długo sądziłam, że pewne prawdy są niezaprzeczalne - prawdy o mnie samej,
o ludziach, o świecie i o tym, jak wszystko się ze sobą łączy.
A teraz te prawdy się zmieniły.
Wszystko zmieniało się tak szybko. Wszystko.
Jedyną stałą była ciągła zmiana."


"Kochałam z nim przebywać. Kochałam z nim rozmawiać.
Kochałam jego śmiech, jak również to, jak się czasami rządził i wymądrzał.
Kochałam jego momenty słabości i jego determinację.
Kochałam to, że zdawał się zmieniać, chciał się zmieniać, kochałam też to,
że ja sama się zmieniam. Kochałam to, że wkraczamy w jakiś nowy etap, razem.
Kochałam to, że mogę mu ufać. 
Kochałam się z nim kochać - naprawdę kochałam.
Jeśli ktoś chodzi jak kaczka i kwacze jak kaczka i kocha jak kaczka...
Na Wielkiego Thora!"

 
Tytuł: "Randka z homo sapiens"
Autor: Penny Reid
Tłumaczenie: Maria Kabat
Wydawnictwo: Poradnia K
Data premiery: 22.11.2017
Ilość stron: 412
Oprawa: miękka
Kategoria: literatura obyczajowa
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.



15 komentarzy:

  1. Sam tytuł jest bardzo przewrotny :) Chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Baaardzo chciałabym przeczytać tą książkę, lubię takie klimaty :) Idealna pozycja na teraz gdy za oknem szaro i ponuro.

    OdpowiedzUsuń
  3. Potrzebuję teraz takiej lekkiej i zabawnej książki. Dzięki za polecenie tego tytułu.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem mam chęć na takie powieściowe klimaty, książkę będę miała na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lekka i zabawna - w sam raz na jesienną chandrę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o tej książce, ale po przeczytaniu recenzji jestem nią zainteresowana. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tytuł interesujący, intrygujący i zdecydowanie zachęcający do sięgnięcia po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po samym opisie nie skusiłabym się na ten tytuł, ale po Twojej recenzji zmieniłam zdanie :) dobrze, że jednak zdecydowałaś się ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ulegam Twojej opnij. Jeśli piszesz, że książka nie do koca jest dobra to szybko zapominam nawet tytuł. Z kolei jak piszesz, że książka wciąga i jest zabawna to mam ochotę natychmiast ją przeczytać. Teraz muszę cierpliwie poczekać, aż trafi na półki w księgarniach.

    OdpowiedzUsuń
  10. O! Zaciekawiłaś mnie! :)
    Chętnie przeczytam :)
    Pozdrawiam serdecznie ♥♥
    Nie oceniam po okładkach

    OdpowiedzUsuń
  11. Naprawdę bardzo zachęcająca recenzja:) Muszę koniecznie zapamietać ten tytuł!

    OdpowiedzUsuń
  12. Skąd ja to znam stosik książek rośnie, a nie maleje :D
    Sama chętnie bym się skusiła na przeczytanie tej książki :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mnie zaciekawiła. Chyba się skuszę na przeczytanie jej :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mam jakoś "apetytu" na tę historię. ;/

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)