piątek, 9 lutego 2018

"Malinowa Trufla" - Iwona Walczak [recenzja]




"(...) Dziś mój dom nie jest oceanem z połyskującą taflą wody.
Mury mojego domu widziały niejedno. Seks, złość, nienawiść.
Przeżyły też ciszę, głuchą jak śmierć. I ciemność."
 
 
Moja pierwsza przygoda z piórem Iwony Walczak to książka "Śniadanie na skale" (recenzja), która pomimo pewnych mankamentów, przypadła mi do gustu ze względu na ujętą problematykę, ogrom emocji, refleksyjność, prawdziwość oraz umiejętne zobrazowanie cennych wartości. Ponadto ujęła mnie siła przekazu wydobywająca się, z wydawać by się mogło, prostej powieści obyczajowej. Wtenczas postanowiłam nie tylko podjąć się lektury wszystkich powieści autorki, ale nade wszystko owe nabyć - choćby dla samych okładek, które przepiękne i zjawiskowe hipnotyzują i nie pozwalają oderwać wzroku. I tak też uczyniłam. Drugim spotkaniem z prozą pisarki okazała się zatem "Malinowa Trufla" - niezwykle tajemnicza, sugerująca życiową opowieść dojrzałej kobiety i przesiąknięta na pierwszy rzut oka wiosenno-jesienną aurą. Co bądź kto kryje się za tytułową Truflą Malinową? Jaką tym razem historię opowiada autorka pochodząca z Wielkopolski? I jakie wrażenia wywarła na mnie ukazana powiastka? Zapraszam na moją opinię o tejże pozycji.

Iwona Walczak urodziła się w Pobiedziskach, mieście na Szlaku Piastowskim, położonym wśród malowniczych rynnowych jezior. Tam oraz w Poznaniu spędziła najlepsze chwile dzieciństwa i młodości. W latach osiemdziesiątych mieszkała i pracowała na Pomorzu, by w dwudziestym pierwszym wieku wrócić do Wielkopolski. Zawodowo geograf i ekonomistka, hobbystycznie fotografuje, a od niedawna relaksuje się, malując na płótnie. Często wyjeżdża, ale to wyobraźnia zabiera ją w najwspanialsze podróże. Dotąd ukazały się spod jej pióra: Złocista Dolina, Dom złudzeń. Iga, Dom złudzeń. Zosia oraz Śniadanie na skale. (źródło: okładka książki)

Elżbieta to czterdziestoparoletnia księgowa, nieszczęśliwa żona, dumna matka dorosłych synów. Po śmierci ojca kobieta wraz z rodziną przeprowadza się do zgorzkniałej matki Krysty, aby się nią zaopiekować. Okazuje się, że Ela w swym rodzinnym domu czuje się kompletnie samotna, pozbawiona wygód, niechciana, obrażana na każdym kroku, poniewierana i bardzo źle traktowana. To ona utrzymuje dom i jego mieszkańców, ale nikt tego nie docenia. Po powrocie do domu czekają na nią inne obowiązki, jak sprzątanie czy gotowanie. Mąż nie kwapi się do jakiejkolwiek pracy, bo i po co. Wymaga, nie dając nic od siebie. Starsza pani emeryturę zachowuje dla siebie, przekonana, że skoro niegdyś córka żyła na jej garnuszku, to teraz sytuacja się odwraca. Przecież to jasne i logiczne - przynajmniej według Krysty i jej zięcia. Syn Marcin żyje swoim życiem, olewa sytuację i myśli o opuszczeniu domu przepełnionego tą chorą atmosferą. A drugi syn, Krzysiek, ożenił się i rzadko kiedy odwiedza rodziców. Elżbieta najchętniej by uciekła, ale myśl, że Bogdan i Krysta nie będą mieli za co zrobić zakupów i opłacić rachunków, jej na to nie pozwala. Targałyby nią wyrzuty sumienia, dlatego owe pragnienie odpycha jak najdalej, do czasu. Eli nikt nie traktuje poważnie, nikt nie liczy się z jej zdaniem i uczuciami, nikt nie stara się jej wysłuchać, poradzić, pomóc. Nawet pies ma ją w poważaniu. Dlatego kobieta postanawia dzielić się swymi przemyśleniami pisząc blog. W tym samym czasie nawiązuje przypadkową i niezwykle wartościową znajomość, która dodaje jej odwagi. Pewnego dnia, po kolejnej rodzinnej kłótni, Ela ucieka z domu. Szala goryczy wymierzonej w jej osobę właśnie się przelała...

Pod lekką językową pierzynką kryje się niebywale gorzka historia okraszona zaledwie nutką słodyczy. Jednostajne i spokojne tempo gdzieniegdzie naznaczone jest zaskakującymi zwrotami akcji, nadając przedstawionej opowieści namiastkę subtelnej pikanterii. Niepozbawiona dramatycznych wydarzeń, niebywale nostalgiczna, przepełniona smutkiem i nierzadko skłaniająca do zadumy - taka jest "Malinowa Trufla". Owa stanowi kompozycję rozmaitych smaków, począwszy od intensywnych gorzkich wypełniających niemalże wszystkie kartki prozy, poprzez kwaśne mocno zabarwiające pojedyncze sceny, a skończywszy na słodkich, które pomimo swej wyrazistości i niesamowitego uroku, pojawiają się aż nadto sporadycznie. To powieść ujęta w sposób prawdziwy, szczery i bezpośredni, ukazana z perspektywy pierwszoosobowej narracji, będącej niewątpliwie jej atutem. Precyzyjne odzwierciedlenie nadmiaru myśli, mieszaniny różnorodnych uczuć i bolesnych przeżyć głównej bohaterki, od samego początku pozwala głęboko przeniknąć do jej zamkniętego świata, wyobrazić go sobie, a przede wszystkim zrozumieć, co w tym przypadku jest najtrudniejsze. "Malinowa Trufla" to też obraz rodziny wraz z jej inwentarzem zachowań, wzajemnych relacji, dopadających problemów i zmagań toczących się na wyboistej i krętej drodze życiowej. Nieprzewidywalność, enigmatyczność i niepewność to cechy z pewnością wyróżniające ów utwór, aczkolwiek nie jedyne. To intrygujący wachlarz emocji, w którym dominują w różnym natężeniu melancholia, przygnębienie, poirytowanie czy też rozdrażnienie, stanowi szczególną zaletę tegoż woluminu. Ponadto niezaprzeczalnymi jej walorami, przynajmniej w moim odczuciu, są kontemplacyjność urozmaicona szczyptą sfery psychologicznej i namiastką aspektu filozoficznego oraz zaskakujące zakończenie pozostawiające lekki niedosyt. Wszystkie nadmienione elementy, zwykłą powieść obyczajową czynią wartościową i ważną, a co istotniejsze godną poznania.
 
"Malinowa Trufla" to absorbująca opowieść kobiety, która przez całe swoje dotychczasowe życie poświęcała się dla innych. Jej wrażliwość, dobroć, uczciwość i lojalność były sukcesywnie wykorzystywane przez najbliższych członków rodziny, ale także przez znajomych i otoczenie zawodowe. Krytykowana, upokarzana, wytykana i kompromitowana w oczach innych ludzi, zamykała się w sobie, tym samym skrywając i tłumiąc najgłębiej, jak tylko mogła, mnóstwo uczuć, które ją ogarniały każdego dnia w domu pełnym nienawiści, ironii, sarkazmu i bezduszności. Elżbieta zawsze żyła dla innych, nigdy dla siebie. Od lat walczyła o uwagę i miłość matki, Krysty, ale ta niestety faworyzowała drugą córkę, Agnieszkę, mieszkającą w Anglii i w ramach odwiedzin chwalącą się swym bogactwem. Ela pragnęła bliskości, czułości i szacunku ze strony męża, Bogdana, ale ten albo tego nie dostrzegał, albo udawał, albo zwyczajnie nie chciał widzieć. Zapuszczony nierób (przepraszam za trywialne określenie, ale brakuje innego dla tego typu człowieka) tylko wyjawiał swoje oczekiwania oraz wysuwał żądania pieniędzy, a reszta była mu po prostu obojętna. To oni zrodzili w bohaterce poczucie winy, zaniżyli poczucie własnej wartości, wyzuli ją z wszelakich pozytywnych uczuć. To oni przyczynili się do tego, że często bała się odezwać, dlatego przytakiwała. Z kontrą też nie wychodziła, albowiem i tak obróciłoby się to przeciw niej. Nie ujawniała swych myśli, nie mówiła o swych uczuciach, ze strachu. Wiedziała, że okazanie słabości i widok łez spływających po jej policzkach będzie kolejnym powodem szykan z ich strony. Samotna, zakompleksiona, skromna i skryta dzieliła się swymi refleksjami za pośrednictwem bloga. To zapewniało jej chwilowy spokój, ukojenie i wewnętrzne oczyszczenie. Z czasem zjawił się ktoś, kto wyciągnął do niej pomocną dłoń... Jak ułożą się relacje Elżbiety z pełną pogardy Krystą, zrzędliwym mężem oraz cwaną siostrą? Czy takowe ulegną kiedykolwiek poprawie? Kim jest nieznajomy i jaką rolę odegra w jej życiu? Losy zarówno Eli, jak i jej rodziny absorbują i emocjonują, zmuszają też do wielu przemyśleń i wychwytywania cennych wartości oraz nasuwają szereg pytań, na które tak naprawdę trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź.
 
"Malinowa Trufla" charakteryzuje się urzekającą i wzruszającą nicią fabularną upiększoną niekiedy retrospekcjami, wyrazistą paletą barwnych postaci, zwinnością i przejrzystością pióra oraz nagromadzeniem prawd życiowych w delikatnym tonie. To rozważna historia harmonijnie łącząca pojedyncze wątki fabularne wyzwalające szerokie spektrum emocjonalne, a w znacznym stopniu skupiająca się na istocie tumiwisizmu. To słodko-gorzka opowieść podejmująca życiowe zagadnienia, traktująca między innymi o uzależnieniu emocjonalnym, ogromnej potrzebie miłości (w tym rodzicielskiej), skomplikowanych stosunkach międzyludzkich i trudnej sytuacji rodzinnej oraz utracie bliskiej osoby. To też powieść, która pokazuje, że z życia należy czerpać garściami, że trzeba chwytać piękne chwile, radować się prostymi rzeczami, kochać, otwierać się na świat, realizować swoje pasje oraz nazywać i wyrażać swoje uczucia. Uświadamia, że czasem trzeba być egoistą, pomyśleć o sobie i zrobić coś dla siebie. A nade wszystko uzmysławia, że nigdy nie jest za późno na spełnianie najskrytszych marzeń. Zawsze jest odpowiedni czas, aby zmierzyć się ze swymi pragnieniami. Życie jest niestety zbyt ulotne i trzeba z niego wycisnąć tyle, ile się da.
 
"Malinowa Trufla" - refleksyjna, liryczna, nastrojowa, owiana romantyczną nutą i napawająca nadzieją. Serdecznie polecam!
 
Zajrzyj do wnętrza "Malinowej Trufli" i dostrzeż jej głębię. Zapewniam, że warto. Spróbujesz?
 
 
Cytaty:
 
 "Potrzeba mi tylko jeszcze posklejać tę rodzinę, dopiero wtedy odkryję siebie na nowo,
poczuję swoją obecność. Bo spokój to cisza, a cisza to obecność.
Teraz wokół jest zgiełk, w nim czai się samotność..."
 
 
"W moim życiu generalnie brakowało wzajemności.
Może na wzajemność trzeba sobie zasłużyć?"
 
 
"(...) Prawda jest w nas, w tym, co tworzymy. To jest wartość."
 
 
"(...) Dzisiaj chciałabym choć przez chwilę poczuć szczęście.
Jest to trudne, bo wiem przecież, że szczęście trwa za krótko. Że zawsze się kończy.
Niech mnie ktoś przekona, że tak nie jest. Chcę tego."
 
 
"Nie warto podsłuchiwać! Naprawdę! Dużo lepiej jest żyć w nieświadomości."
 
 
"Jak daleko odjechać, żeby nic nie stracić? 
Jak blisko stanąć, żeby czuć oddech człowieka? Kiedy nie zachować odległości? 
Czy chwila niewypełniona działaniem, pasją albo myślą mieści się jeszcze w definicji słowa "czas"? 
Czy uda mi się "mój" czas? A może to będzie tylko chwila?"
 
 
"(...) Nie wierzymy, bo nie chcemy wierzyć.
Nie przyjmujemy do wiadomości nieprawdy, bo często jest niewygodna."
 
 
"(...) Moja dusza płakała, byłam rozbitkiem."
 
 
"(...) Bo czego najbardziej szukamy? To oczywiste. 
Chwili, czegoś zmieniającego nasz świat na lepszy. Kogoś ważnego.
Jednak najczęściej szukamy samego siebie, bardzo pogubionego. 
Dla siebie jednak warto znieść ograniczenia i przemierzyć fałszywe drogi."


"- Życie, że trwa, że udaje się z niego sporo wycisnąć, to jest cudem największym..."


"- Szczęście zaczyna się w głowie."
 
 
Tytuł: "Malinowa Trufla" (nowa, poprawiona wersja książki Nagie myśli)
Autor: Iwona Walczak
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Ilość stron: 336
Oprawa: miękka
Kategoria: literatura obyczajowa
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.


8 komentarzy:

  1. Bardzo lubię refleksyjne książki,więc będę miała na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny tytuł do zapisania, w tym roku postanowiłam częściej sięgać po naszych rodzimych autorów bo do tej pory jakoś nie szło mi to najlepiej. Zainteresowałaś mnie książką więc pewnie skusze się w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :) Pozycja na pewno warta uwagi. Ja ostatnimi czasy częściej sięgam po powieści polskich autorów. I rzadko kiedy się zawodzę :)

      Usuń
  3. Kolejna ciekawa książka, bardzo mnie zaintrygowała :) Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak czytałam Twoją recenzję coś mi mówiło, że tę książkę skądś znam. Czytałam pierwsze wydanie "Nagie myśli" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna okładka i ciekawa treść - będzie super.

    OdpowiedzUsuń
  6. Autorka z Wielkopolski więc już czuję sentyment. Bardzo jestem ciekawa losów bohaterki. Mnie Twoja recenzja porwała :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)